Strony

niedziela, 18 czerwca 2017

NAWILŻAJĄCE MASŁO KAWOWE - DO OPALANIA I NIE TYLKO DIY



Witajcie

Lubię korzystać z kąpieli słonecznych ponieważ  ciepłe promienie słońca odprężają i poprawiają nastrój. Najbardziej jednak uwielbiam letnią opaleniznę, dzięki niej wygląda się po prostu zdrowiej i atrakcyjniej. Mimo to, staram opalać się z umiarem aby uniknąć poparzeń słonecznych i szybszego starzenia się skóry. Dla dodatkowej ochrony nie używam kremów z filtrem tylko różnych balsamów domowej roboty. Ostatnio jestem pod urokiem kawy dlatego wymyśliłam balsam do ciała z dodatkiem aromatycznego masła kawowego.


Moja krótka historia opalania

Zaczęłam się opalać gdy byłam nastolatką. Wakacje spędzałam wtedy zazwyczaj  na działce mojej babci i tam w otoczeniu zieleni co rano siadałam na leżaku w celu złapania, nieco promieni słonecznych. Wtedy jeszcze używałam kremów z filtrami SPF. Im grubszą jednak warstwę kosmetyku nakładałam tym mniej widoczna była opalenizna, pomimo spędzania na słońcu wielu godzin (co oznacza, że filtry działały doskonale). Właściwie pod koniec lata byłam zła bo moja skóra na górnych partiach ciała była ledwie muśnięta słońcem za to nogi w ogóle były blade. No i jak tu się pokazać potem w szkole?! Nie wiem jaka teraz moda panuje, ale wtedy, pod koniec lat '90, niezłym szpanem była mocna opalenizna.
Po paru takich sezonach, w ogóle zniechęciłam się do opalania i postanowiłam pogodzić się z tym, że najwyraźniej moja skóra ma za mało pigmentu. Aż pewnego dnia, na ratunek przyszła moja koleżanka i zdradziła mi sekret uzyskania w szybkim tempie ładnej opalenizny: "zamiast kremów z filtrami używaj zwykłej oliwki dla dzieci...".
To był naprawdę zwrot akcji. Od tamtej pory przestałam smarować się drogeryjnymi mazidłami chroniącymi skórę przed promieniowaniem UV na rzecz rozwiązań alternatywnych.
Wciąż jednak pozostał gdzieś w podświadomości lęk przed możliwością dostania czerniaka, gdyż w tamtym czasie uważałam, że kremy z filtrem zapewniają większą ochronę przed nim  niż zwykła oliwka.

Dopiero parę lat temu, dzięki nowym informacjom,  zmieniłam zdanie na ten temat.

Dlaczego dziś nie stosuję kremów z filtrami SPF

Po pierwsze, jak wyżej opisałam, z powodu, być może banalnego, czyli takiego, że filtry spowalniają opalanie, co mnie nie cieszy. W sumie jest to normalne, jeżeli krem ma dobre faktory blokujące większość dochodzących promieni to taki właśnie będzie skutek końcowy.
 Po drugie, kremy z filtrami często zawierają podejrzane substancje nieobojętne dla zdrowia, np. Oxybenzone m.in. zaburza pracę hormonów i zwiększa produkcję wolnych rodników. Takich niebezpiecznych składników jest znacznie więcej, można poszukać na ten temat  w Google, chciałam tylko zaakcentować problem.
 Po trzecie, filtry blokujace promienie UVB hamuja skórną syntezę witaminy D, co może spowodować pojawienie się różnych chorób, chociażby osteroporozy czy obniżenia odporności( tutaj artykuł na ten temat).
Po czwarte, wbrew powszechnej akcji marketingowej, kremy z filtrami wcale nie chronią przed nowotworami. Jak wyżej wymieniłam, niektóre zawarte w nich składniki mogą nawet przyczynić się do zwiększenia produkcji wolnych rodników. Wskaźniki zachorowalności na czerniaka pokazują systematyczny wzrost liczby zachorowań od czasu wprowadzenia balsamów z filtrami SPF
(tutaj)

A co więcej, naukowe czasopismo The Lancet opublikowało (2004), że na wyżej wymieniony typ raka skóry częściej chorują ludzie którzy mają nieregularny kontakt ze słońcem czyli na przykład osoby pracujące na co dzień w zamkniętych pomieszczeniach.


Jak w takim razie chronię się przed szkodliwym działaniem słońca

Przede wszystkim, tak jak na samym początku wspomniałam, kluczem jest UMIARKOWANIE oraz stopniowe przyzwyczajanie skóry do promieni słonecznych. Przez pierwsze dni opalam się do pół godziny. Na tyle czasu mogę sobie pozwolić bez ryzyka poparzenia(przyczynia się do powstawania raka skóry). Gdy pojawia się pierwsza opalenizna, co oznacza, że poziom melaniny zwiększył się na tyle że skóra naturalnie zaczyna bronić się przed promieniowaniem UV ,wtedy wydłużam czas kąpieli słonecznych do godziny a maksymalnie  do 1,5 godziny w porywach do 2-ch godzin, nie więcej. Wszystko w zależności od miejsca, pogody, pory dnia, i temperatury. 

Ponadto znam swój organizm i wiem, że im dłużej się opalam tym gorzej się potem czuję, ta świadomość powstrzymuje mnie więc przed przesadą, ale to już inny temat.

Jeżeli jednak jestem na słońcu przez większą część dnia w miejscu gdzie promienie słońca są silniejsze np. nad morzem , w górach czy ciepłych krajach  wtedy zamiast kremów z filtrem zakładam długie, zwiewne, jasne ubrania oraz kapelusz na głowę. Takie zabezpieczenia są równie dobre a zarazem zdrowsze.

To jeszcze nie wszystko. Nie opalam się przecież "na sucho". Przed wyjściem na słońce, smaruję ciało balsamem domowej roboty, który w zależności od składu, może mniej lub bardziej chronić przed poparzeniami i przedwczesnym starzeniem skóry.
Bardzo lubię dodawać do takiego kosmetyku masło kakaowe. Nie tylko ze względu na apetyczny zapach, ale przede wszystkim dlatego, że pozwala uzyskać i zachować na dłużej ładny, brązowy odcień opalenizny i to w szybszym tempie.

Ponadto ma też inne zalety:
  • nawilża  skórę dzięki kwasowi oleinowemu
  • niweluje działanie wolnych rodników - za sprawą polifenoli
  • stymuluje produkcję kolagenu, opóźnia procesy starzenia, zmniejsza widoczność zmarszczek , łagodzi podraźnienia po opalaniu, przyspiesza procesy gojenia, uszkodzeń i oparzeń - również dzięki  polifenolom
  • jest emolientem - tworzy warstwę chroniącą skórę nie tylko przed utratą wody ale również przed niekorzystnymi czynnikami zewnętrznymi takimi jak woda morska, wiatr, słońce
  • zapobiega nadmiernemu wysuszeniu skóry a to sprawia, że lepiej się ona opala
  • chroni przed promieniowaniem UV 
  • nadaje skórze blasku
  • pomaga zwalczyć rozstępy
  • zawiera sporo magnezu 
  • zawiera witaminę E
 Można powiedzieć, że masło kakaowe to taka moja baza do której dodaję potem kolejne składniki odżywcze. Tym razem dodałam do niego maceratu nagietkowego oraz inne, równie wspaniałe masło - kawowe.

Zacznę może od opisu masła kawowego, które pomijając konsystencję i zapach jest trochę podobne do kakaowego a ściślej-  ma kilka podobnych do niego właściwości.

Cechy masła kawowego:
  • neutralizuje działanie wolnych  rodników - dzięki  kofeinie
  • opóźnia procesy starzenia skóry - również kofeina
  • regeneruje, poprawia elastyczność, zmniejsza zmarszczki i napina skórę
  • tworzy na skórze warstwę zapobiegającą odparowaniu wody z naskórka - chroni i osłania skórę przed różnymi czynnikami zewnętrznymi
  • chroni przed promieniowaniem UV
  • dobrze nawilża i zmiękcza skórę
  • pobudza krążenie dzięki czemu pomaga zwalczać cellulit i tkankę tłuszczową oraz ujędrnia
  • posiada właściwości lekko rozgrzewające

O trzecim komponencie, czyli nagietku pisałam trochę w innym poście. Jest to roślina o wszechstronnym zastosowaniu w kosmetyce, na tym blogu pojawiło się z jego udziałem już parę przepisów. Tym razem stał się cennym składnikiem w moim balsamie do opalania bo po prostu świetnie się do tego nadaje. Leczy zewnętrzne uszkodzenia skóry i regeneruje również podrażnienia wynikające ze zbyt silnej ekspozycji na słońce. Ponadto nadaje skórze blasku.
Macerat nagietkowy zrobiłam na bazie oleju słonecznikowego, który w tym wypadku nie jest może najszczęśliwszym wyborem, ponieważ, mimo że jest to olej również stosowany w kosmetykach do ochrony przeciwsłonecznej to jednak w trakcie podgrzewania do 60-70 stopni (w czasie macerowania kwiatów) może utracić większość swoich dobroczynnych właściwości. Tutaj lepiej wybrać na przykład olej jojoba, kokosowy bądź oliwę z oliwek. Wszystkie wymienione są odporne na wyższe temp. a dodatkowo zawierają  filtry SPF ( olej kokosowy 2-8 SPF, oliwa - 8 SPF, jojoba 4 SPF).

Natomiast oleje o najwyższym filtrze to :

olej z pestek malin - SPF 28 - 50
olej z nasion marchwi - SPF 38 - 40
olej z kiełków pszenicy - SPF 20
olej sojowy (wolny od GMO) - SPF 10

Są bogate w kwasy nienasycone dlatego nie polecam na ich bazie robić maceratu choć jeśli chcemy możemy je wkomponować w skład balsamu jednak dopiero po rozpuszczeniu i lekkim schłodzeniu maseł.

Masło Kawowo - Kakaowe Przyspieszające Opalanie

Składniki:

75 g - masło kakaowe
20 g - masło kawowe
55 g - olej nagietkowy ( jak przygotować macerat można zobaczyć tutaj)

Opcjonalnie:

1-2 łyżeczki wit. E

Potrzebne przybory: 


  • miseczka
  • mikser kuchenny
  • garnek z wodą ( do przygotowania kąpieli wodnej)
  • pojemnik na gotowy produkt ( wyparzony i suchy)

Tak naprawdę wyparz wszystkie przyrządy: miseczkę, części miksera, łyżkę do nakładania. 
Przygotowanie

Krok 1

Postaw garnek z wodą na gazie aby się zagotowała. W tym czasie odważ składniki o stałej konsystencji czyli masła - kakaowe i kawowe, po czym przełóż je do mniseczki i postaw na garnku aby rozpuściły się w dość niskiej temperaturze.

Krok 2

Rozpuszczone składniki zdejmij z garnka i pozostaw do lekkiego schłodzenia. Następnie dodaj olej nagietkowy oraz witaminę E i wszystko wymieszaj a na koniec włóź do lodówki po to aby masła i olej zgęstniały.

Krok 3

Kiedy balsam schłodzi się na tyle, że przybierze stałą postać możesz zacząć ubijać go mikserem. Zacznij od wolnych obrotów i stopniowo przejdź do średnich. Miksuj dotąd aż masa uzyska jasny kolor i kremową konsystencję. 

Krok 4

Tak przygotowany produkt przełóż do pojemnika. 
Masło do ciała nalezy przechowywać w suchym i chłodnym miejscu.

Do masła nie trzeba dodawać zapachu ponieważ pachnie naturalnie kawą i kakao z lekką przewagą tego pierwszego. Trzymane w lodówce ma dosyć twardą konsystencję która utrudnia rozprowadzanie ale w ciepłe dni wystarczy przed użyciem parę minut wcześniej je wyjąć i wtedy staje się bardziej miękkie i dzięki temu wygodniejsze w użyciu. Polecam jednak aby potem z powrotem je schować w chłodne miejsce żeby się się nie rozpuszczało. Oczywiście gdyby to się stało można je na nową ubić mikserem. 
Przyjemnie się je używa, z uwagi na zapach i uczucia ukojenia które daje naszej skórze. Jak na kosmetyk stworzony z samych olejów i maseł dobrze się wchłania ale zostawia lekko tłusty film na skórze. Wiadomo, że balsam z dodatkiem wody byłby nieporównywalnie lżejszy. Jednak tutaj zależy mi  na maksymalnym odżywieniu, natłuszczeniu i nawilżeniu dla lepszej ochrony przed ewentualnymi poparzeniami oraz uzyskania w szybszym tempie ładnej opalenizny. 

Używam tego masła głównie przed opalaniem ale również tak po prostu do nawilżania skóry jak normalny balsam. Nie mam potrzeby smarowania się nim codziennie raczej co drugi dzień. Jeżeli moja skóra jest mocno rozgrzana słońcem po opalaniu wtedy dla schłodzenia jej wolę użyć kosmetyku z dodatkiem żelu aloesowego. 

Najdłuższy moment jaki moja skóra była wystawiona na  całkiem silną ekspozycję słoneczną ( temp. 27 stopni, bezchmurne niebo, park miejski, godz. coś między 13.00 a 14.30) przy użyciu tego kosmetyku to 1,5  godziny. W tym czasie nie zdążyłam "spiec się na raka". Jednak gdybym posiedziała jeszcze chwilę to mogłoby się to stać.  Oczywiście u każdej osoby jest to kwestia indywidualna. Osobiście mam taki typ skóry, że poparzenia słoneczne nie są mi aż tak straszne,  nie mam tak, że już po 10 min. opalania, skóra robi się czerwona ale też nie mogę przeginać z zażywaniem kąpieli słonecznych. 
Od razu ostrzegam, że dla osób z bardzo wrażliwą, jasną skórą, ochrona w postaci tego masła może być niewystarczająca, gdy ekspozycja słoneczna jest bardzo silna. Może lepiej wtedy używać olejów o wyższym filtrze SPF. Trzeba to jednak sprawdzić indywidualnie na sobie. 
Co ciekawe kosmetyk może świetnie sprawdzić się zimą jeśli zmienimy proporcje składników i dodamy więcej masła kawowego, wtedy możemy go używać do rozgrzewania ciała.





A na koniec polecam bardzo fajne  artykuły rozwijające szerokopojęty temat bezpiecznego opalania:


Akademia Witalności
artykuł dr. Jaśkowskiego
Rak Moja Walka 
  


1 komentarz:

  1. Mniam mniam:)))) masło kakaowe uwielbiam po prostu!! ..ale o kawowym nie słyszałam... Oj, taki balsam z pewnością jest pięknie pachnący!:) Więc pozostaje mi życzyć smakowitego opalania:)

    OdpowiedzUsuń